|
NAGRODZONE WIERSZE
JANUSZ KORYL z RZESZOWA godło Nefretete za wiersz ANIOŁ
ELŻBIETA RUDZIŃSKA z BYDGOSZCZY godło Sroka - POKEROWE ZAGRANIE
MAGDALENA HERUDAY z KOSZALINA godło Alea iacta est za wiersz BIESZCZADY
JUSTYNA PALUCH z WROCŁAWIA godło Furmanka za wiersz POŁĄKI
KAZIMIERZ BALAWEJDER z RZESZOWA godło Rol za wiersz PRAWDY WSCHODU
ANNA DYKIERT z KAMIENIA KRAJEŃSKIEGO godło Clementia za zestaw wierszy
OMAR YAKUBI z BOLONII za wiersz RADOŚĆ ("Gioia")
ROBERT NOWIŃSKI z OSIELCA za wiersz BIESZCZADZKII SEN O PORANKU
Janusz Koryl - ANIOŁ
Mieszka w drewnianym domu
z widokiem na Tarnicę.
Jest chory na reumatyzm i zapalenie żył.
Swoje skrzydła powiesił w szafie.
Aureolę sprzedał na pchlim targu.
Lubi siedzieć przed domem
i patrzeć na Połoniny.
Wilki jedzą mu z ręki.
Stary niedźwiedź przychodzi do niego po miód.
Gdy idzie do źródła po wodę,
żmije ustępują mu drogi.
Podobno kiedyś był aniołem stróżem
cesarza Franciszka Józefa.
Odką przeszedł na rentę
najbardziej ceni spokój i samotność.
Od czasu do czasu wyjmuje z szuflady starą fotografię,
na której młody anioł stoi w oknie
wagonu wiedeńskiej kolei.
Wyrzucił z domu wszystkie lustra.
Zakopał w ziemi wszystkie zegary.
Gdy nad Tarnicą zapada noc,
wyciąga rękę w stronę księżyca,
jakby chciał go pogłaskać.
Elżbieta Rudzińska - POKEROWE ZAGRANIE
Na bieszczadzkich bezdrożach
diabeł z aniołem
grają o duszę
gra nierówna
jak zbocza
staczali się
najświętsi
czasem anioł
uśmiechnie się
szatańsko
lub diabeł
rozmarzy anielsko
spod skrzydeł
czy spod ogona
wyjrzy as
skrzętnie ukryty
w poszumie wiatru
w igraszce losu
tam gdzie się kończą
tory kolejowe
anioły z diabłami
rozgarniają popiół ze spalonych domów
zamiatają na drogach
wodą z rzeki
myją kapliczki
rozsyłają w świat legendy
i czekają
cierpliwie
aż się jakaś dusza
zakocha
w tarnickim krzyżu
wtedy też nie będą walczyć
tylko poczęstują
chlebem i solą
pokłócą się o to
kto ma przynieść koziego sera
i piwa
i razem będą leczyć
ręce poparzone samotnością
otumaniający zapach ziół
jak
narkozy, narkotyki
usypiają pustkę
napełniają, prowadzą,
pozbawiają wielokrotnych
nawrotów pożogi pragnień.
Połąki, połoniny
płyną szosami
ciągną w różne miejsca
łaskoczą pamięć
do pierwszego wybuchu spokoju,
serpentyną prozy
piszą o sobie wiersze.
Połąki, połoniny
żyją uśmiechem
na wietrze.
u nas
ściana wschodnia wymusza
spojrzenia mężczyzn
na zimne szkło musztardówek
u nas
przy wyschłych źródłach
zapach koni
kopytami
zryty
wpisany kreską w poetykę
u nas
ludzie zatrzymują się na chwilę
by pogadać
jak było wczoraj i przedwczoraj
u nas
dużo procentów
nocnym kieliszkiem
za dobro i zło
dzisiejszej nocy znów stałam na brzegu
nieruchomo
by nie zbudzić fal ukołysanych milczeniem ciemności
moje serce dudniło jak oszalałe
gdy ujrzałam Go idącego po cichej tafli jeziora
chciałam Mu tyle powiedzieć
ale moje oczy potrafiły mówić tylko łzami
byłam zbyt daleko
by wyciągnąć drżące dłonie
i dotknąć Jego szat...
pomyślałam że nie zdołam tego uczynić
przed zaśnięciem ostatniej gwiazdy
spadającej tuż pod Jego stopy w głęboką toń wody
zawsze kiedy usiłuję poznać swoje prawdziwe imię
wszyscy odwracają głowy
tylko On jeden czeka w tym samym miejscu
i stale uczy powracać na spokojny brzeg
z którego widać wszystko co obejmuje
rozpostartymi szeroko ramionami przebaczenia
dzisiejszej nocy znów stałam na brzegu
gdy Jezus powiedział
ODWAGI! JA JESTEM, NIE BÓJCIE SIĘ.
Piotrze gdybyś wtedy nie przestraszył się wiatru
czy teraz byłoby mi łatwiej?
nigdy nie zrozumiem
dlaczego tak bardzo boję się Jego miłości
tej najprawdziwszej co nigdy nie ustaje...
Miłości
która daje odwagę chodzenia po wodzie
Radość to codzienne chodzenie do szkoły
Radością są szóstki w dzienniku
Radość to pokój
Zabawa z Tomasem też jest radością
Superradość to być z rodziną
Radość to mieć przyjaciół
i być z nimi
Świt ostatnią mgłę złotem spowija,
Połoniną przeszły gwiazd urwiska.
Żyła nocy czarną strugą mija;
Mija - lecz nie mija wszystka.
Popod płotem, tam gdzie losów
Wiodą ścieżki wydeptane kręto,
Kogoś w celi - z krat bezgłosów -
Snem ciasnym zamknięto.
To anioła zwłoki bezprzytomnie leżą,
Na tej plaży oceanu nocy,
Puchem jasnym w bezmiary się śnieżą,
Lub zielonym - przy bożej pomocy.
Anioł w senne upadł uroczyska,
W kilometry głębin - dale niedosiężne.
Rześka skra poranku w dłoni mu się błyska,
Zdobi lica i loki mosiężne.
Struna ciszy, co drga u dnia progu,
Nagle ptasim głosem, jak toporem ścięta.
Łezka rosy, po licu, stoczyła się Bogu -
Szklista i perliście święta.
Na tej rosie noc gaśnie w żałobie.
Tropi świeżo porzucone ślady.
Lecz to wszystko nie trwa, ale śni się tobie:
Anioł, ja, i moje Bieszczady
|